Do zmroku siedziałam na cmentarzu aż zauważył mnie dozorca.
Bardzo miły, starszy człowiek. Zawsze elegancki, ciepły i wyrozumiały dla ludzi sentymentalnych, jak ja.
- Odprowadzę cię do bramy. - Zaproponował uprzejmie.
- Dziękuję. - Uśmiechnęłam się ciepło.
- Wiesz - zaczął mężczyzna. - Kiedy zacząłem tu pracować i pierwszy raz cię spotkałem, myślałem, że zwariowałaś.
Uśmiechnęłam się na to wspomnienie. To było prawie dwa lata temu. Było co najmniej tak zimno jak jest teraz i pan Tommy podszedł do mnie z kocem i ciepłym szalem. Wyjaśniłam, że często przychodzę tu pomyśleć, wyciszyć się...
- Ale teraz już rozumiem. - Ciągnął spokojnie. - Pracuję tu prawie dwa lata i bardzo wiele się nauczyłem. Od ludzi tu przychodzących, od ciebie... Myślę, że pora na emeryturę. Tą końcową, a nie tą, na której jestem. - Zaśmiał się cicho, pod nosem.
- Człowiek całe życie się uczy a głupi umiera. - Powiedziałam myśląc o tym, że on nic nie wie o tym cmentarzu ani o żadnym innym cmentarzu.
- Święta prawda! - Uniósł palcec do góry w zabawnym geście.
Mijaliśmy właśnie grób Cecila Dogsa, nastolatka, który popełnił samobójstwo.
Jak zwykle siedział na płycie i patrzył w dal nic nie widzącym wzrokiem...
Kiedy zobaczyłam go po raz pierwszy poczułam do niego straszne współczucie. Nie wiedziałam co go popchnęło do takiego strasznego czynu, ale nie mogłam mu pomóc. Samobójcom nie można i nie da się pomóc. Są skazani na, przypominającą wieczność, tułaczkę po świecie w stanie takim jak Stone czy Amanda.
Gdy tak rozmyślałam usłyszałam wrzask. Nieludzki, skrzeczliwy, straszny. Zatrzymałam się w pół kroku.
- Co się stało? - Zapytał mnie pan Tommy.
"Musiał to usłyszeć." Przeszło mi przez myśl. "Duchy nie wydają takich odgłosów. Więc jeśli ja to usłyszałam a zwykły człowiek nie to musi być..."
- Demon. - Szepnęłam.
Wtedy wrzask rozległ się po raz drugi. Tym razem głosniej. I bliżej. Poczułam jak włoski jeżą mi się na karku.
- Co się... - Zaczął pan Tommy, ale przerwałam mu i chwyciłam go za nadgarstek.
- Proszę nic nie mówić i iść za mną. - Mówiłam szybko i szeptem. - Proszę mi zaufać.
Przytaknął głową i ruszył za mną. Nie wiedziałam czemu to zrobił, ale nie narzekałam.
Szłam szybko, ale tak żeby nadążył za mną starszy mężczyzna. Przy tym grzebałam w dużych kieszeniach płaszcza.
- Gdy jest potrzebny to nigdy go nie ma... - Mruczałam pod nosem.
Wtedy kątem oka zauważyłam cień po mojej lewej. - Cholera!
Do bramy było jakieś sto metrów.
- Proszę otworzyć tą kaplice i się w niej zamknąć. - Powiedziałam twardo i cicho. - Szybko.
Mężczyzna zagrzechotał kluczami.
Trzymając ręce ukryte w kieszeni wybrałam szybkie dzwonienie do Charlie, nie wyciągając telefonu.
- To nicccc nie daaa. - Rozległ się syczący i przeciągający ostatnie dźwięki głos. Tak bardzo dla nich typowe.
- Nie waż się atakować. W imieniu Międzyświatowej Rady Nieśmiertelnej oficjalnie informuję cię, że jesteś w strefie zagrożonej. Masz jeszcze szanse się wycofać. - Wyrecytowałam mając nadzieję, że ten demon jest tylko na zwykłym polowaniu i nie wie z kim ma doczynienia i że nie chce wchodzić w drogę Radzie.
Co oznacza regułka? Po krótce:
Międzyświatowa Rada Nieśmiertelna to Szamani, Media i Duchy zbierający się raz na rok by omówić ważne sprawy, zwykłe przypadki, ciężkie przypadki, dziwne przypadki, ustanawia prawa według, których Media i Szamani mają się kierować i zasady postępowania demonów i wobec demonów.
Strefa zagrożona to takie miejsce i czas gdzie "mój świat" może być zagrożony poznaniem prawdy przez zwykłego człowieka.
Zazwyczaj nie bawię się w takie rzeczy, nigdy nawet nie byłam na zebraniu rady, ale oficjalnie jej służę i mogę się na nią powoływać.
- Radaa ci terazzzz nie pomożeee. - Odezwał się głos. Za sobą słyszałam jak zdenerwowany pan Tommy zmaga się z zamkiem.
- Odejdź. - Mój głos był pewny i twardy, w przeciwnieństwie do mnie samej.
- Musssszzzęęę cię powstrzymać przed Saaarą. - Wysyczał.
- Dlaczego? - Zapytałam zaskoczona.
- Sssssarriii każeee, Blurrrree robiii. - Wysyczał stwór i rzucił się na mnie wychodząc z cienia.
W jednej chwili zarejestrowałam:
demon był obrzydliwy; przypominał wielkiego, stojącego na dwóch łapach, ogolonego niedźwiedzia z ciemną skórą i ciemną pianą wyciekającą z pyska;
Pan Tommy przekręcił zamek;
znicz leżący na grobie obok znalazł się najpierw w mojej ręce a potem stłukł się na głowie demona.
Stór zaskowyczał, ale przycisnął mnie do ziemi. Jego pazury mignęły przed oczami i poczułam ich chłód na twarzy.
Zamknęłam oczy gotowa na śmierć gdy poczułam, że ciężar znika.
Zdziwiona otworzyłam oczy i zobaczyłam Blure na ziemi obok mnie z krwawą dziurą w boku.
Podniosłam wzrok i zobaczyłam pana Tommy'ego z mieczem. Takim samym jak moim (którego oczywiście nie miałam przy sobie) tylko czerwonym. Ze zdziwienia otworzyłam buzię.
- Mało brakowało. - Powiedział poważnie.
- Pan...? Jest...? - Próbowałam sklecić zdanie.
- Pracuję dla Rady od 53 lat. - Wyjawił z nieśmiałym uśmiechem.
Otrząsnęłam się i podniosłam z ziemi.
- Dziękuję. - Powiedziałam.
- Nie ma sprawy, dzie... - Urwał a twarz mu znieruchomiała.
- Panie Tommy? - Zapytałam po czym krzyknęłam gdy jego głowa opadła na ziemię. Bez ciała...
Ciągle wrzeszcząc zaczęłam deptać truchło demona, który ostatnim tchnieniem odciął mojemu towarzyszowi głowę.
W takim stanie znalazła mnie Charlie.
- Hej! - Zawołała odciągając mnie od resztek stwora. - Uspokój się!
Ogarnęła wzrokiem otoczenie.
-Co tu się stało...? - Wyszeptała.
~~~
Jak się podobało?
Każda opinia jest dla mnie ważna! :)