Wpadłam do pokoju nie siląc się nawet na pukanie. Bezceremonialnie zrzuciłam Sarę z łóżka i przycisnęłam ją do ściany trzymając za kołnierz.
- Ej! - Odezwał się Leo ostrym tonem. - Zostaw ją!
- Kim jest Sari?! - Warknęłam do dziewczyny ignorując jej brata.
- Co się stało? - Wtrącił się Stone jak zwykle spokojnym głosem pojawiając się przy moim ramieniu.
- Mój przyjaciel poświęcił życie, żeby mnie uratować przed sługami Sariego. - Wyjasniłam sztywnym głosem i dodałam z furią w głosie akcentując każdy wyraz: - Kim on jest? Powołał się na ciebie.
Dziewczyna była już czerwona.
- To wielki demon. - Wykrztusiła.
- Ona się dusi! - Warknął Leo.
- Tknij ją a cię zabiję. - Odezwała się Charlie z towarzyszącym odgłosem wyciąganego sztyletu.
- Uspokójcie się. - Nakazał Stone.
- Zamknij się. - Warknęłam na niego. - To ty mi kazałeś ich tu ściągnąć i to przez nią pan Tommy nie żyje. - Potem znów zwróciłam się do dziewczyny i poluźniłam uchwyt bo zrobiła się lekko sina. - Kłamiesz. Wielki demon został zniszczony.
- To ty zostałaś okłamana. - Wykrztusiła. - Przykro mi z powodu przyjaciela.
- Niech cię licho. - Odparłam wrogo puszczając ją.
- Który demon zaatakował? - Zapytał Leo podchodząc jednocześnie do siostry.
- Przedstawił się jako Blure. - Odparłam sztywno siadając na łóżku.
- Przewidywalne. - Powiedziała Sara pocierając gardło. - Sariego zdenerwuje wieść, że został zabity.
- W co wy pogrywacie? - Odezwała się Charlie.
- W gre, która cię nie dotyczy. - Warknął Leo prostując się.
- Ale Tatum już tak. - Dopowiedział Stone.
- Super. - Prychnęłam. - O niczym innym tak nie marzę jak walczyć z demonami.
- I tak późno cię znaleźli. - Odpała łagodnie Sara.
- Demony żywią się zagubionymi duszami. Prawie tysiąc letni okaz to dla nich największy luksus. - Powiedział Leo.
- Polują na niego już pięć wieków. - Uzupełniła Sara.
- Czyli im dłużej Stone tu przebywa tym gorzej dla nas? - Zapytałam. - I co to ma do mnie? Czemu chciał mnie zabić? Czemu nie powiedział, że przez niego a przez ciebie?
-Co dokładnie powiedział? - Spytała delikatnie.
- Muszę cię powstrzymać przed Sarą. - Zacytowałam starając się opanować cisnące się mi do oczu łzy.
- To nie ma sensu. - Prychnał Leo.
- Możliwe, że ma, ale mój umysł jest zbyt przyćmiony zmęczeniem by go zauważyć. - Odparła jego siostra.
- To wy idźcie spać a ja przygotuję wszystko do podróży. - Westchnęłam i wyszłam z pokoju a Charlie za mną.
- Po tym wszystkim nadal masz zamiar z nimi jechać?! -Oburzyła się.
- Ze względu na to mam zamiar jechać. - Odpowiedziałam bezbarwnie. - Odeślę Stona i zabiję Sariego.
-No tak. Mścij się na gościu, który zabił kluczowego z cmentarza.
- Nie odzywaj się na tematy, których nie rozumiesz! - Krzyknęłam. Po raz pierwszy od dawna byłam na prawdę wytrącona z równowagi. - To był mój przyjaciel! Uratował mi życie! Miał plany na emeryturę! Miał trójkę wnuków! Dalej myślisz, że to tylko facet z cmentarza?!
W moich oczach musiała błyskać furia bo dziewczyna się cofnęła.
- Daj mi spokój. - Pokręciłam głową. - Wyruszę z nimi a ty nie masz nic do tego. Mało tego, już nie masz nic, do niczego. Popisałaś się właśnie kompletnym brakiek wrażliwości, o co cię nie podejrzewałam. Od kilku dni zachowujesz się jak nie ty. Zwłaszcza od kiedy zjawiło się rodzeństwo. Nie wiem czemu tak robisz, ale sprawiasz, że się tobą zaczynam brzydzić.
Charlie zamurowało. Jeszcze nigdy z moich ust nie padły tak ostre słowa. Odeszłam do kuchni a ona nawet nie mrugnęła. Z portfela wyciągnęłam portfel i wyciągnęłam kartę kredytową. Potem ruszyłam do szafy po plecak.
Dobrze, że moich ubrań nie trzymam w moim pokoju..
Kiedy skończyłam pakować najpotrzebniejsze rzeczy i trochę się uspokoiłam ktoś zapukał do drzwi.
Rzuciłam okiem na zegarek, 3.42 nad ranem.
Z ciekawością otworzyłam drzwi.
- Babcia? - Zdziwiłam się.
- Cześć, kochanie. - Uśmiechnęła się ciepło. - Dobrze, że nie śpisz, bałam się, że cię obudzę.
- Tak... Bo wiesz, mamy gości i jutro wyjeżdżam, więc nie mogę spać. Rano miałam zadzwonić i ci powiedzieć bo trochę to niespodziewane...- Mówiłam to stojąc w drzwiach. Nie miałam zamiaru jej wpuszczać, nie kiedy w pokoju obok śpi ktoś, kogo jej wykradłam. Jak kolwiek by to nie brzmiało.
- Wyjedżasz? - Zrobiła zawiedzioną minę. - Gdzie?
Wtedy właśnie uświadomiłam sobie, że nie mam pojęcia dokąd się wybieram...
- W kilka miejsc. - Powiedziałam bez zawachania. - Z przyjaciółmi, zrobili mi niespodziankę na zaległe urodziny.
- Ach tak? - Zrobiła minę pełną wątplowości. -Jakimi przyjaciółmi? Przecież urodziny już dawno miałaś.
- Babciu... Nie jestem już dzieckiem. Nie musisz kontrolować mojego życia. Dopiero teraz dostali okazję na sprezentowanie mi tej wycieczki. - Udałam urażone dziecko.
- Kochanie, ja się tylko martwię. - Usprawiedliwiła się.
- I dlatego przychodzisz o 4 nad ranem? - Rzuciłam z irytacją. Strasznie łatwo mnie wytrąciła z równowagi.
- Ja... - Zawachała się. - Chciałam cię zapytać czy nie widziałaś może Imogen. Nigdzie nie mogę jej znaleźć.
- Nie. Nie widziałam jej. - Odpowiedziałam ostro. Przywoływanie jej nie poprawiało mi nastroju. - Przykro mi. - Skłamałam.
- No nic. - Nie wyglądała na specjalnie zmartwioną. - To nie przeszkadzam. Miłego wyjazdu.
- Dziękuję. - Spróbowałam się uśmiechnąć.
Ucałowałyśmy się i kobieta odeszła.
- Uwierzyła Imogen, że to ty ukradłaś wisiorki. - Odezwał się Stone za moimi plecami.
- Bo to ja je ukradłam. - Przypomniałam mu kierując się ku kanapie.
- Byłem pod wielkim wrażeniem tego co powiedziałaś Charlie. - Powiedział z pełną powagą, bez cienia kpiny.
- Bo mnie zdenerwowała. I na prawdę zachowuje się jak nie ona.. - Westchnęłam i zmieniłam temat - Denerwujesz się?
- Raczej ekscytuję. - Odpowiedział wesoło.
- Nie będziesz tęsknił? - Zapytałam rozkładając pościel.
- Możliwe. - Odparł poważnie. - Ludzie są niesamowici gdy myślą, że nikt ich nie widzi. - Zaśmiał się.
- Czemu wierzysz, że mi się uda? - Zapytałam zagrzebując się w kołdrze.
- Bo ci ufam. - Jego twarz pojawiła się przed moją. -Bo jesteś wyjątkowa, ale jeszcze w siebie nie wierzysz.
- Jak mogę wierzyć gdy nie potrafię obronić się ani staruszka przed demonem? - Wyszeptałam.
- Wszystko wymaga czasu. - Uśmiechnął się ciepło. Takiego lubiłam go najbardziej. Ciepłego, miłego i przyjaznego. W tych chwilach miałam uczucie, że nawet zjawy potrafią czuć więcej niż chłodną nienawiść.
- Dobranoc. - Powiedział cicho.
- Dobranoc. - Odszepnęłam i chwilę potem odpłynęłam...
~~~
Dobry wieczór :3
I jak się czytało?
Mam nadzieję, że dobrze :)
Czytasz=Komentujesz
Dziękuję :*
Dobranoc :D
To ja jako pierwszy :D dobrze się czyta, pisz dalej mały świrze z Batorego :*
OdpowiedzUsuń~Łukasz
Cudownie się czytało :) Zagmatwane to wszystkie, pewnie niejedna przygoda przed nimi. A końcówka mnie rozczuliła :)
OdpowiedzUsuńwszystko* :D
Usuń