Z rozmachem otworzyłam okno przy okazji krzutsząc się dymem.
- Otwieraj okna, drzwi, cokolwiek! - Zawołałam do Charlie.
- A myślisz, że co robię?! - Odkrzyknęła.
- Tak spartolić taką prostą robotę... - Odezwał się Stone z naganą w głosue.
- To nie jej wina. - Usprawiedliwiłam przyjaciółkę.
- Masz rację. To wina opatrzności, która przewróciła świeczkę, która z kolei podpaliła zasłonę. - Powiedział z szyderczym uśmiechem.
No właśnie. Zapomniałam wspomnieć, że Charlie nie należy do tych najzgrabniejszych ruchowo... Dobra, prawda jest taka, że rusza się jak słoń po ciężkim obiedzie. No i niestety Stylinski miał racje... To ona przewróciła świecę rytualną na zasłony i żadna z nas tego nie zauważyła do czasu aż dla dekoracji było za późno...
Jak na złość rozległo się pukanie do drzwi. Myśląc, że to zrzędliwa sąsiadka, która uwielbiała narzekać na mnie i na Charlie poszłam otworzyć. Ku mojemu zdziwieniu w wejściu stała Stara Imogen.
- W czym mogę pomóc? - Zapytałam niewinnie, ukrywając zdziwienie.
- Widzę, że macie jakiś problem. - Uniosła szyderczo brwi.
- Przypaliłyśmy ciasto. - Powiedziałam szybko i skarciłam się w myślach.
"Za szybko!"
- Aha... - Przytaknęła nie zmieniając wyrazu twarzy. - Przyszłam bo babcia prosiła by ci to przekazać. Właśnie od niej wyszłam i było jej przykro, że tak wyszło z waszym dzisiejszym podwieczorkiem.
Podała mi pudełko z kawałkiem ciasta.
- Dziękuję. - Powiedziałam niepewnie. Coś mi tu nie grało.
- Zatrzaśnij jej drzwi przed nosem. - Usłyszałam surowy głos Stona.
"Bo to na pewno nie wzbudzi podejrzeń." Prychnęłam w myślach.
- Coś jeszcze? - Zapytałam jak najbardziej uprzejmie potrafiłam.
- Zawsze chciałam zobaczyć jak się urządziłaś. - Powiedziała i otworzyła usta by coś dodać, ale przerwała jej Charlie:
- Tat! Gdzieś ty poszła? Jak zwykle sprzątanie zostawiasz mi... - Urwała gdy zobaczyła gościa. - Dobry wieczór. - Wykrztusiła.
- Chyba masz teraz trochę roboty. - Przerwała krótką ciszę Imogen. - Wpadnę kiedy indziej.
- Zapraszam. - Odparłam sztywno. - Dziękuję za ciasto.
- Smacznego. - Rzuciła sucho i odeszła.
Z trzaskiem zamknęłam drzwi.
- Potrafisz być czasem wredna? - Zapytał Stone.
- Zamknij się. - Mruknęłam.
- Dobry początek. - Uśmiechnął się złośliwie.
Przemiłczałam i poszłam po miotłę by sprzątnąć resztki zasłony.
*
- To musi być specjalna świeca. - Mówiła Charlie trzaskając zębami.
- Gdzie jeszcze można je kupić? - Weschnęłam rozcierając ręcę. Panowała ta pora roku, podczas której w dzień jest ciepło a w nocy można zamarznąć. Szczerze tego nienawidziłam.
Stałyśmy na mrozie pod rodzinnym sklepem mojej przyjaciółką, który był już zamknięty od godziny. Jaka szkoda, że Charlie ma takie złe relacje z mamą i nie mogłyśmy tam po prostu wejść...
- Nigdzie. - Odezwała się. - Musimy czekać do jutra.
- Jesteście najgorszym Duetem jaki spotkałem. - Pojawił się Stone.
- W takim razie na pewno ci nie pomożemy. - Odparłam zirytowana.
- Ty pomożesz. - Podniósł na mnie niebieskie oczy. - Ale tylko bez niej. - Wskazał Charlie podbrudkiem. - Jest jak kula u nogi.
- Czemu za wszelką cenę starasz się mnie wyprowadzić z równowagi? - Podniosłam głos.
- Ekhm, Tatum? - Odezwała się moja przyjaciółka wskazując na faceta po drugiej stronie ulicy, który patrzył na mnie z rozdziawioną paszczą.
- Co się pan gapi?! - Zawołałam do niego zirytowana. - Nigdy pan nie krzyczał na swojego wymyślonego przyjaciela?!
Facet zamknął buzie i odbiegł potykając się o nierówności chodnika.
- Masz za swoje cymbale. - Mruknęłam do ducha. Zaśmiał się triumfująco.
- Już skończyliście? - Wtrąciła się Charlie. - Bo jest zimno i chciałabym wrócić do domu.
- Droga wolna, sekutnico. - Odparł zadziornie Stone.
Resztkami nerwów powstrzymałam się od jakiegokolwiek komentarza, po prostu ruszyłam w stronę naszego mieszkania.
*
Kiedy wyszłam z łazienki Stone leżał na moim łóżku gapiąc się w sufit. Przez ostatnie pół roku zdążyłam się przyzwyczaić, że gdzie nie pójdę on pójdzie za mną. Jako duch, może być gdziekolwiek zechce na ziemi, w czasie teraźniejszym a łazi za mną jak małe dziecko. Nawet ja nie mogę go zobaczyć jeśli on tego nie zechce.
Pamiętam jak Stone pojawił się po raz pierwszy w moim życiu, ponad pół roku temu...
Zawsze byłam przyzwyczajona do tego, że duchy są stare, brzydkie, w złym stanie albo że są smutne, gburowate, przesadnie narzekające lub płaczliwe, on nie był. Brunet o niebieskich oczach i sylwetce, której mógłby pozazdrościć niejeden z żyjących. Do tego zarozumiały, sarkastyczny, z poczuciem humoru i przede wszystkim cierpliwy.
Stone jest najstrszym duchem, z jakim mam doczynienia. Twierdzi, że jego dokładna data śmierci to 1065 co daje mu 948 lat. Większość ludzi nie miałoby nic przeciwko spędzenia tysiąclecia jako dwudziestopięciolatek, ale Stone wydaje się po prostu... znudzony. Wydaje mi się, że właśnie to wpłynęło na jego charakter. Przy tysiącu lat jeden tydzień jest jak mrugnięcie okiem...
Zagubiona dusza może odejść z tego świata tylko z pomocą Duetu, czyli medium i szamanki. Szamanką jest się dzięki urodzeniu a medium dzięki opatrzności losu, jak to nazwała Charlie.
- Widzę, że się na mnie gapisz. - Głos ducha wyrwał mnie z zamyślenia. - Nawet jeśli myślisz, że nie widzę.
Westchnęłam głeboko i nie odpowiedziałam.
- Nie masz zamiaru mnie posłuchać i odejść od tej sekutnicy?
- Czemu jej tak nie znosisz? - Zapytałam, po raz kolejny, więc wiedziałam jaka będzie odpowiedź.
- Bo tak. - Odparł.
- Bingo! - Powiedziałam zirytowana. - Czemu oczekujesz, że będę cię słuchać skoro sam nic nie chcesz powiedzieć?
- Bo to ja tu się znam na rzeczy. - Odparł oglądając swoje paznokcie z obojętną miną.
- Och, czyli twierdzisz, że to ty odesłałeś już 34 dusze? - Starałam się nie podnieść głosu.
- Próbowali mnie odesłać bardziej doświadczeni od ciebie. - Usiadł na łóżku z dziwnym grymasem na twarzy.
- Więc widać jesteś skazany na wieczne potępienie! - Uniosłam ręce w bezradnym geście.
- W takim razie przygotuj się, bo będę męczył nie tylko ciebie a jeszcze 5 pokoleń po tobie. - W jego oczach pojawiła się iskierka wesołej złośliwości. Doskonale wiedział, że zrobię wszystko co w mojej mocy by mu pomóc..
- Jak jak cię nienawidzę! - Powiedziałam i rzuciłam w miejsce gdzie leżał Stone obrazek, który leżał na półce obok mnie. Wiedziłam, że to nic nie da, ale musiałam jakoś wyładować swoją frustrację.
- A ja cię lubię. - Powiedział. - Mam takie przeczucie, że jeszcze będziesz mnie prosić o radę.
Nie zdążyłam mu odpowiedzieć bo przerwała nam Charlie wpadająca do pokoju jak burza.
- Zapukać nie łaska? - Zapytaliśmy jednocześnie. Rzuciłam mu zirytowane spojrzenie.
- Przestańcie się w końcu kłócić i chodźcie coś zobaczyć.
~~~
Jeżeli macie jakieś pytanie, na które odpowiedzi nie zamieściłam w tekście, śmiało pytajcie. Odpowiedzi wplotę w miare możliwości to treści :D
Czytasz=Komentujesz
Dziękuję :)
Rozkręca się coraz bardziej :D Matko, jaki ten Stone jest wredny, uwielbiam go za to xD Czekam na kolejny rozdział ;) @sanixi
OdpowiedzUsuńŚwietne :)
OdpowiedzUsuńCo prawda dopiero sie rozkręca ale już widać że bedzie swietne ♥
Jeju, jeju! CUDOWNE! Zakochałam się w tym opowiadaniu.
OdpowiedzUsuńStone jest genialny :))