niedziela, 13 października 2013

Pierwszy.

- Masz? - Dopytywała się Charlie, kiedy tylko weszłam do mieszkania.
- Mam. - Uśmiechnęłam się. - Tylko nie wiem w czym one mają pomóc.
Wyciągnęłam z kieszeni wisiorki i położyłam na stole.
- Twoja kolej na instrukcje. - Powiedziałam na głos mając nadzieję, że Stone, tajemniczy głos, się odezwie.
- Nie rozkazuj mi. - Usłyszałam jego głos, w którym brzmiała leniwa i rozbawiona nuta. - To ja jestem tu najstarszy i ja wydaję rozkazy.
W kącie pokoju zauważyłam jego szczupłą sylwetkę.
-Ale to ja jako jedyna mogę ci pomóc, więc trochę życzliwości nie zaszkodzi. - Prychnęłam.
- Nigdy nie przyzwyczaję się do tych waszych rozmów. - Stwierdziła Charlie.
To może nadzedł czas na wyjaśnienia:
Jestem Tatum, mam 20 lat. Jestem długowłosą blondynką, o dużych zielonych oczach i długich, moim skromnym zdaniem krzywych, nogach. W mojej opinii jestem niezgrabna, dziwna, mam jeszcze dziwniejsze poczucie humoru i jeszcze  bardziej dziwne znajomości.
Ogółem moje życie można uznać za dziwne. Prawda jest taka, że jeśli widzi się i rozmawia z nieżyjącymi ludźmi szukającymi wsparcia i pocieszenia to życie nie może być normalne...
Osobnik stojący w rogu mojego pokoju to Stone Stylinski. Pracownik w zakładzie kamieniarskim w XI w. Dosłownie.
Biedaczyna błąka się po świecie już tyle wieków i nie potrafi znaleźć pomocy. Pomagam mu, nie pierwszemu z resztą, ale problem polega na tym, że jest strasznie irytujący.
Ma długie do ramion, ciemne włosy i jasne oczy. Zjawia się kiedy chce mówi co chce i robi co chce. A jest przy tym tak onieśmielający i przyciągający, że robię co każe bez zająknięcia. Charlie tego nie rozumie bo nie potrafi go zobaczyć. Nikt oprócz mnie i innych medium nie potrafi.
- Wyczyść je. - Powiedział przeciągając sylaby w typowy, starobrytyjski sposób.
- A pamiętasz co to wdzięczność? - Mruknęłam pod nosem w odpowiedzi, ale chwyciłam biżuterię i wyczyściłam.
- Nie możesz dawać tak sobą miotać. - Powiedziała Charlie w trakcie mojej roboty.
- Nie moja wina, że tylko ja mogę mu pomóc. - Odparłam cicho.
- No właśnie! - Podniosła głos. - Tylko ty możesz mu pomóc, więc to on powinien się o tę pomoc postarać. - Westchnęła. - Masz za miękkie serce.
Zignorowałam tę uwagę i wróciłam do pokoju poszukać rzemyków na zmianę.
- Gotowe. - Oznajmiłam gdy skończyłam. - Co teraz?
- Teraz kolej czarownicy. - Zjawił się tuż obok mnie. Zadrżałam.
- Nie mów tak o niej. - Powiedziałam cicho by Charlie nie usłyszała po czym dodałam głośno - Twoja kolej.
Podniosła na mnie swoje czekoladowe oczy i na jej ustach zagościł pewny siebie uśmieszek, który tak dobrze znałam.
Do teraz pamiętam momemt gdy zobaczyłam go po raz pierwszy...
Było to kilka dobrych lat temu, gdy uważałam, że jedynym sposobem na pozbycie się upiorów jest ich ignorowanie. Męczyła mnie wtedy Suzie, starsza pani, którą potrącono a ciało ukryto w lesie w obawie przed karą. Była, nawet jak na umarlaka, strasznie uciążliwa. Dużo narzekała, jęczała i płakała. Nie wiedziałam, że im bardziej się duchy ignoruje tym są bardziej uciążliwe.
Byłam już na skraju załamania psychicznego i wtedy pojawiła się Charlie. Jej pokryta burzą rudych włosów głowa skrywała mnóstwo tajemnic, nie mniej niż moja blond. Podeszła do mnie i wszystko mi wyjaśniła.
Pochodzi z rodziny, która od pokoleń zajmuje się pomaganiem takim jak ja, nazywanym medium. Nie widzi duchów, ale je wyczuwa. Nie potrafi im bezpośresnio pomóc, ale bez niej nie dałabym rady.
Charlie była tak zwanym Parzystym Pokoleniem, co oznacza, że miała pewne zdolności, które sprawiały, że ktoś niedoświadczony nazwał by ją czarownicą.
- Zrobisz tak... - Z zamyślenia wyrwał mnie głos Stona...
~~~
Miło mi przedstawić wam rozdział pierwszy.
Wydaje mi się dość mało dynamiczny, ale miałam dużo wyjaśniania, następnym razem będzie lepiej :D

Dziękuję za wszystkie komentarze! :D

1 komentarz:

  1. Matko jakie cudne! *____* Blog leci do obserwowanych jak nic :D Już się nie mogę doczekać następnego rozdziału :3 @sanixi

    OdpowiedzUsuń