poniedziałek, 21 października 2013

Przeszłość.

To miał być najszczęśliwszy dzień mojego życia, dlaczego, więc miałam tyle złych obaw? Dręczyła mnie intuicja. Wiedziałam, że nie mogę jej ignorować, ale widząc szczęśliwą minę mamy, dumę ojca i zadowoloenie brata nie mogłam się powstrzymać...
- Saro, chodź już! - Usłyszałam głos Leo zza drzwi. - Musimy jeszcze iść wybrać kwiaty!
- Przecież miała iść ze mną matka. - Powiedziałam otwierając drzwi i wychodząc.
- Plany uległy zmianie. - Powiedział urażonym tonem. Zawsze gdy coś go uraziło śmiesznie marszczył brwi. Jego twarz przybierała wtedy głupkowaty wyraz.
- Więc chodźmy. - Powiedziałam z głupim uśmieszkiem.
Wychodząc z domu minęliśmy naszą matkę, która cerowała biały materiał. Moją suknie ślubną.
- Wychodzimy po kwiaty. - Oznajmił mój brat pomagając mi włożyć płaszcz.
- Mhm. - Mruknęła kobieta z uśmiechem, nie podnosząc wzroku.
Wyszliśmy na ulicę i ruszyliśmy w stronę kwiaciarni po odbiór zamówionego bukietu.
Był pogodny, jasny wiosenny dzień. Uliczki XIX wiecznego Londynu były mało zatłoczone jak na tą porę dnia. Powinny być pełne ludzi śpieszących do pracy, starszych ludzi idących bądź wracających z kościoła i dzieci marudzących, że muszą iść do szkoły. A tymczasem były prawie puste.
- Trochę to niepokojące, nieprawdaż? - Zauważył Leo. Kiwnęłam głową i już miałam odpowiedzieć gdy usłyszałam szum podnieconego tłumu.
Zauważyliśmy go na jednym z placów. Ludzie stali praktycznie jeden na drugim i obeserwowali scenę rozgrywającą się na placyku:
- No dalej! - Krzyczał męski głos. - Pokaż co potrafisz!
Razem z bratem przedzieraliśmy się przez tłum. Leo był wyższy i pierwszy zobaczył co się dzieje.
- Ksenofiliusie! - Zawołał rozdzielając krzyczącego mężczyznę i kobietę, którą napastował. - Opanuj się! Co ty wyczyniasz?!
- To czarownica, Leonardzie! - Wypluł te słowa Ksenofilius. Był brodatym, starszym mężczyzną sięgającym Leo do łokcia, więc gdy mój brat go chwycił, nie próbował się nawet wyrywać.
- Przyjacielu! My już nie wierzymy w czarownice! - Zaśmiał się Leo i tylko ja znałam go na tyle, żeby wiedzieć, że ten śmiech jest sztuczny.
- Ona zabiła Agnes! - Wołał mężczyzna a w jego oczach błyszczał obłęd.
- Drogi Ksenofiliusie - Wtrąciłam się ignorując ostrzegawcze spojrzenie brata. - Agnes nie żyje już od prawie dwóch lat. Zmarła przy porodzie. Ocknij się.
Z zatroskaną miną podeszłam do mężczyzny i przyłożyłam mu rękę do czoła.
Było chłodne.
- Jesteś rozpalony. - Powiedziałam na tyle głośno by usłyszał to zgromadzony tłum. - Pomogę ci się dostać do domu. Potrzebujesz pomocy lekarskiej. - Mówiłam spokojnym, opanowanym głosem.
Usłyszałam jak wśród tłumu rozległy się głosu zawodu.
- Nie zrobicie z niego sensacji. - Mruknęłam pod nosem opanowując gniewną minę. Nie przystoiły one kobiecie o mojej pozycji.
- Leo, pomóż Kseniowi, ja przeproszę tę kobietę. - Powiedziałam cicho do brata a on kiwnął głową.
Tłum zaczął się rozchodzić.
- Przepraszam. - Zwróciłam się do kobiety. Była mniej więcej w moim wieku, tyle, że znacznie piękniejsza. Jej rude włosy lśniąco opadały aż do pasa a duże czekoladowe oczy patrzyły na mnie bystro. - Przepraszam panią w imieniu Ksenofiliusa. To nie jego wina. Trawi go wysoka gorączka i... - Mówiłam skruszonym tonem, ale mi przerwała.
- Nie okłamuj mnie. - Powiedziała spokojnie. - Ale wiem czemu to robisz. Tobie i twojemu bratu zostanie to wynagrodzone. - Uśmiechnęła się dumnie i odeszła nucąc beztrosko.
Patrzyłam za nią zdumiona przez jakiś czas po czym ruszyłam za bratem.
***
- I nie powiedziała nic więcej? - Zdziwił się Leo kiedy byliśmy już w domu.
- Nic a nic. - Potwierdziłam.
- Nie ważne. - Umśmiechnął się szeroko. - Mamy inną sprawę na głowie. Nie codziennie wychodzi się za mąż za takiego mężczyznę jakim jest Robert.
W odpowiedzi tylko uśmiechnęłam się słodko. Jak nie trudno się domyślić nie za bardzo chciałam tego małżeństwa. Rodzice naciskali ze względu na status mojego partnera a samo małżeńswto nie wydawało się głupie. Poza tym groziło mi zostanie starą panną.
- Jesteście już! - W holu pojawiła się Maria, żona Leo. Znacznie od niego młodsza, blondynka o wesołym usposobieniu. Pod sercem nosiła ich największy skarb. Pierworodnego.
Jako jedna z nielicznych wiedziałam, że to właśnie był powód ich tak wczesnych zaślubin. W końcu 20 lat to nawet jak na mężczyznę młody wiek. - Co was zatrzymało?
- Ksenofilius. - Odparł mój brat. - Ale wyjaśnie ci później i tak już za długo zwlekamy.
- Racja. - Przytaknęła żywo Maria patrząc na mojego brata jak w obrazek. - Wasza matka już czeka z suknią!
***
Byliśmy już w kościele. Czekałam aż wszyscy goście się usadowią gdy zauważyłam, że do świątyni wchodzi kobieta z placu.
- Leo! - Zapiszczałam pociągając brata za rękaw w ostatniej chwili bo szedł właśnie dołączyć do gości. - To ona! I idzie tu! - Dodałam w chwili gdy kobieta weszła do małego pomieszczenia, w którym się znadowaliśmy.
- To małżeństwo cię zniszczy. - Powiedziała patrząc na mnie. - Tak jak jego zniszczyło jego. - Powiedziała wskazując na Leo. - Ale nie martwcie się. Ja w ramach podziękowań za poranne zdarzenia na placu, was uratuję! - Uśmiechnęła się szeroko.
- Za kogo ty się uważasz?! - Oburzyłam się.
- Jestem Charlotta De Boghart. - Przedstawiła się. - I istotnie, jestem czarownicą.
Mimo woli zbladłam.
- Proszę odejść i zostawić nas w spokoju. -Powiedział twardo Leo.
- Niestety nie zrobię tego. - Powiedziała i poruszyła się tak szybko, że nie zdążyłam zareagować. Nacieła nasze przedramiona sztyletem. Delikatnie, ale niszcząc rękaw mojej sukni i plamiąc go krwią.
- Proszę się wynieść! - Mój brat podniósł głos.
- Teraz już tym bardziej nie. - Powiedziała twardo a gdy brat ruszył ku niej mruknęła coś pod nosem a on znieruchomiał. Po chwili zorientowałam się, że ja również.
-Sztylet był nasączony pewną miksturą, która na pewien czas was unieruchomi. - Wyjaśniła po czym zaczęła opowiadać: - Obserwowałam was od dawna. Jesteście bardzo zżyci i tylko ja wiem dlaczego. Łączy was sekret! - Ostatnie słowo powiedziała prawie piszcząc z uciechy. - Ty. - Wskazała na Leo. -Widzisz duchy a ty - Wskazała na mnie - jeszcze nawet nie odkryłaś co potrafisz! - Zrobiła pauzę i zaczęła z nową energią: - Wróżę wam wspaniałą przyszłość, ale nie w tych czasach. Dlatego was uziemię do czasu aż ktoś was nie wezwie. Potem będziecie, żyli przez jakiś czas i znowu zostaniecie uziemieni. Zrobię z was nieśmiertelnych! Potężnych! Będziecie najlepszym duetem w historii! Szkoda, że aktualnie nie potraficie nic powiedzieć...
Zamilkła wpatrując się w Leo po czym wyciągnęła z kieszeni dwa srebrne wisiorki.
- Przywitajcie się bo spędzicie w nich sporo czasu. - Uśmiechnęła się szeroko.
***
Od tamtego czasu żyjemy z klątwą. Kiedy umieramy zostajemy zamknięci w wisiorkach by odrodzić się na wezwanie szamana, lub medium.
Pogodziliśmy się ze swoim losem. Ja pogodziłam się z tym, że nie wyszłam i nigdy nie wyjdę za mąż a Leo  z tym, że nie doczekał się syna.
Odbyliśmy w sumie już 9 żyć. A teraz przyszedł czas na 10...
~~~
Inna perspektywa, trochę inna historia i wyszło coś takiego!
Proszę ładnie o komentarze bo są one dla mnie niezwykle ważne!
(Dostępne jest komentowanie z anonima)

2 komentarze:

  1. Zaczyna się mieszać? Coś czuję, że ten duet nie będzie tu bez znaczenia :) A poza tym? Spodziewać się można chyba wszystkiego i bardzo mi się to podoba!

    OdpowiedzUsuń
  2. Cudo ♥ Robi sie ciekawie ;)

    OdpowiedzUsuń