poniedziałek, 4 listopada 2013

Przeszłość. (II)

Gdy patrzyłam jak jej ciało wraz z trumną znika w wielkiej ciemnej dziurze nie uroniłam ani jednej łzy. Po prostu patrzyłam z miną, która nie wyrażała żadnej emocji. Kiedy szliśmy na stypę słyszałam jak babcia rozmawia o mnie ze swoją przyjaciółką:
- Nie widziałam, żeby choć raz płakała. Martwię się, że zamknęła się w sobie. - Jej głos był pełen troski i ukrywanej rozpaczy.
- Widać przeżywa śmierć matki po swojemu. - Odparła jej przyjaciółka surowo.
- Ale Imogen, jak można nie uronić ani jednej łzy na pogrzebie matki? - Oburzyła się babcia.
- Nie wiem, Saro. - Powiedziała kobieta sucho. - Ja nigdy matki nie straciłam.
- Wiem. Przepraszam. - Odpowiedziała babcia skruszona.
- Następnym razem uważaj na słowa. - Pouczyła ją tamta bez cienia współczucia.
*
Dziubałam widelcem w jedzeniu. W stołówce jak zwykle panował hałas i poruszenie. Siedziałam na swoim miejscu, przy stoliku nabardziej odsuniętym od centrum wydarzeń.
- Cześć Tatum. - Na wolne miejsce opadł mój przyjaciel, Keith. - Jak się trzymasz? - Spojrzał na mnie swoimi wielkimi, złotymi oczami, które zawsze były pełne emocji.
- Jak zwykle. - Odpowiedziałam bez wyrazu unikając jego wzroku. - Już po najgorszym. Teraz trzeba wrócić do normy.
- Ty to nazywasz normą? - Mruknął niemrawo. - To koszmar.
Na potwierdzenie jego słów rozległ się głos:
- Fatum! - Był to Daves, szkolny tyran. - Jak moje zadanie z historii? - Zapytał wsadzając rękę do mojego obiadu. Już miałam odpowiedzieć, że nie zdążyłam gdy odezwał się za mnie Keith:
- Daj jej spokój. I tak dużo przeszła.
Dryblas spojrzał na niego spod byka.
- Nie próbuj zgrywać bohatera, obdarciuchu. - Zagroził po czym zwrócił się do mnie z głupkowatym uśmiechem - Nie obchodzi mnie, że twoja pijacka matka zrobiła to co wszyscy chcieli, żeby zrobiła, czyli się zabiła.- Po czym szepnął mi do ucha - Pewnie jest już kurwą diabła, jedną z wielu.
Wtedy nie wytrzymałam i walnęłam go w twarz. Miałam łzy w oczach i chciałam zapaść się pod ziemię.
Ze zdziwienia otworzył szeroko oczy, ale zaraz się opamiętał i kiwnął na swoich kumpli, którzy mimo moich protestów złapali mnie od tyłu.
- Pożałujesz tego, suko. - Zawarczał.
- Hej! - Keith próbował coś zrobić, ale jego też chwycili.
W tym momencie dostałam w twarz po raz pierwszy. Słyszałam jak ktoś w głębi stołówki krzyczy. Wraz z drugim uderzeniem usłyszałam chrzęst złamanego nosa.
Po trzecim uderzeniu usłyszałam przytłumiony krzyk jednego z kumpli Davesa. Wszystko zakrywała cienka warstwa mgły, jakby moje oczy przestawały działać. Zakręciło mi się w głowie. Ten, który krzyknął odwrócił się w porę i odparł cios rozwściecziego Keitha po czym zaśmiał się szyderczo.
- Mówiłem, żebyś ze mną nie zadzierał, kruszynko. - Potem walnął go w brzuch.
Mój przyjaciel zachwiał się i upadając uderzył głową o kant krzesła. Zwalił się na ziemię i przestał się ruszać. Na sali zapadła cisza.
- Nie! - Wydarłam się i wyrwałam z już luźnego uścisku. Podbiegłam do Keitha i uklękłam przy jego boku. Z nosa ciekła mu krew, oczy miał otwarte i nieruchome. - Nie. - Wyszeptałam. Wszystko zaczęło mi się rozmywać. - Nie, nie, nie. - Kręciłam głową ze łzami w oczach. Wszystko mnie bolało, ale odrzucałam to od siebie. Byłam skupiona na martwych oczach mojego przyjaciela.
- Co tu się... - Usłyszałam gdzieś w tle urwany głos dyrektora, ale w tym momencie krzyknęłam czystą rozpaczą i opadłam nieprzytomna na pierś Keitha, która już nigdy nie miała zaczerpnąć powietrza.
*
Jak nie trudno się domyśleć tej nocy nie mogłam zasnąć. Płakałam. Płakałam jak nigdy w swoim życiu.
Zawsze byłam oswojona ze śmiercią, od dziecka w końcu widziałam zmarłych ludzi, ale wraz  z odejściem Keitha poczułam, że jestem sama. Nie mam już nikogo, kto by wiedział kim naprawdę jestem. Byłam sama.
Nawet po mamie nie płakałam. Nie była co prawda najlepszą matką, ledwo wiązała koniec z końcem, zwłaszcza kiedy pojawiłam sie ja, córka przypadkowego klienta, nawet nie wiadomo którego, ale się starała. Kochała mnie a ja nie byłam w stanie uronić nad nią łzy. A za Keithem płakałam od kiedy obudziłam się w szpitalu z lekkim wstrząsem mózgu.
- Nie płacz już. - Usłyszałam jego ciepły głos. Miałam nadzieję, że przyjdzie się pożegnać.
- Keith, przepraszam. - Wyjęczałam próbując zerwać się ze szpitalnego łóżka.
- To nie twoja wina. - Uśmiechnął się. - A tak to wszystkim będzie łatwiej, rodziców i tak przecież nie mam.
- A ja? - Załkałam.
- Jesteś silna. - Powiedział miękko. - Mogę mieć do ciebie prośbę?
- Pewnie. - Pokiwałam głową, ocierając łzy.
- Nie poddawaj się. - Spróbował klepnąć mnie w ramię, ale tuż przy mojej skórze pojawiła się dziwna bariera, jak zwykle gdy chciała mnie dotknąć zjawa. - Jesteś stworzona do wielkich rzeczy. Widzisz duchy! Pomagaj i bądź silna.
Pokiwałam głową i znów otarłam łzy.
- Nie oschodź! - Zawołałam rozpaczliwie, ale jego już nie było...
*
Od tamtego wydarzenia minęło wiele lat. Wiele się zmieniło. Szkołę skończyłam w toku nauczania indywidualnego, Charlie odszukała mnie na moją osiemnastkę, rok po śmieci Keitha. Ona była moją drogą do spełnienia złożonej obietnicy...
~~~
Niespodzianka!

Teraz mogę zdradzić, że co jakiś czas bd się pojawiać rozdziały o przeszłości, każdy o innej osobie. Zdradzę, że w planach mam jeszcze trzy takie :D

I jak się czytało? ;)

2 komentarze:

  1. Ojejku... Nawet trudno sobie wyobrazić jak musiała się czuć. Ale fakt, jest silna i z pewnością niejedną przeszkodę pokona jeszcze : )

    OdpowiedzUsuń